GRYZIONE ŻYCIE- CZYLI RZECZ O BYCIE W INTERNACIE- ODCINEK 23-KRAKÓWEK

Pociąg pospieszny, relacji Łódź Fabryczna Kraków Gł, wlókł się w żółwim tempie. Za oknami przesuwały się malownicze krajobrazy,  wzgórza,gdzie niegadzie niewielkie skały o żółtym zabarwieniu, lasy rozlegle pola. Na tle szarego pochmurnego nieba kontrastowały, i wabiły swoim urokiem.

– Dobrze że wyjechaliśmy dzień wcześniej, powiedział tata podając mi kanapkę pokaźnych rozmiarów z przepysznym kotletem schabowym, upieczonym po mistrzowsku przez moją mamę.

-Pociąg ma 34 minuty spóźnienia. Co prawda już jesteśmy za Trzebinią, ale jeszcze kawałek drogi.

-Tato jak często byleś w Krakowie? Zapytałem, wbijając zęby w drugą kanapkę.

-Nie często, na paru wycieczkach, z uczniami ze szkoły, oraz w dzieciństwie, i jeszcze później u wujka w dzielnicy Prokocim.

-Ja poza tą wycieczką z Warszawy w 1986r. nie byłem. Ciekaw jestem czy tu będę jeździł, częściej niż ten wyjazd obecny.

-To zależy od ciebie, masz wszystko w swoich rękach, mówił Tata. Najważniejsze, stary abyś się nie denerwował, i spokojnie podszedł do tych egzaminów. Przecież umiesz, przygotowywałeś się. Pani profesor Kalinowska, dobrze przygotowała cię z kształcenia słuchu.

-Tak, ale boję się. Pamiętasz co mówił ten Dominik u którego  byliśmy zasięgnąć języka? Powinienem grać na instrumencie, jakiś utwór, a ja nie umiem.

-Zobaczymy na miejscu, koncentruj się na tym co umiesz, mówił spokojnie Tata.

Kraków przywitał nas mżawką i pogodą bardziej jesienną niż taką jaka powinna być w końcówce maja. Niebieski przegubowy ,,Ikarus” linii 119 toczył się alejami, by po chwili minąć most na Wiśle. Tam też wysiedliśmy. Do budynku szkoły szło się niezbyt szeroką ulicą,skręcającą na zachód.Po obu stronach stały kamieniczki z nieco obdrapaną fasadą. Wszystko sprawiało wrażenie małego miasteczka, a nie dużej metropolii, byłej stolicy państwa.Tuż przed budynkiem szkoły był rynek, a właściwie ryneczek. Na którym był stragan z kwiatami, i parkowało kilka samochodów Budynek szkoły, rozległy, i jakże inny od tego warszawskiego. Do głównego wejścia prowadził chodnik. Po lewej jego stronie rozciągał się plac porośnięty drzewami. W głębi skwer z ławkami, i mini plac zabaw z huśtawkami dla dzieciaków.  Do budynku wchodziło się przez przeszklone drzwi. Następnie do niewielkiego holu, po prawej stronie  mieściła się stołówka. Duże, ale przytulne pomieszczenie, z filarami, pomarańczowymi zasłonami, i firankami, a nie oknami z kratami jak w więzieniu. Zobaczyłem czteroosobowe stoliki, jak w hotelach, a nie stoło-ławy z siedziskami na metalowych czepieniach.Na pierwszy rzut oka wszystko robiło przyjemne wrażenie. Było też ciszej niż w molochu przy Koźmińskiej.Zakwaterowano nas w małym pokoiku, który na co dzień pełnił rolę  izolatki. Po kolacji przeszliśmy się z tatą na wały. Okazało się że jest druga równoległa droga, wąską piaszczystą ścieżką można dojść do mostu ,,Dębnickiego”, bo tak się nazywał ów most od dzielnicy Dębniki.gdzie mieścił się ośrodek.

-Wiesz Tato co, powiedziałem idąc, i spoglądając na szarą tafle wiślanej  wody. Zrobię wszystko, żeby tutaj się dostać. Podoba mi się to miejsce .

-Tak jak ci powiedziałem, odrzekł Ojciec, wszystko Mariusz zależy od ciebie. Spokojnie, staraj się a będzie dobrze.

-Też tak myślę, odparłem.

Mimo iż był 23 maja 1988r., zmierzch szybko zapadał, może sprawił  to mglisty pochmurny dzień, a może mnie się tak wydawało przez gęste drzewa, które rosły w ogrodzie. Szybko zasnąłem, nie myśląc zbytnio że jutro zaczną się egzaminy wstępne.

Pociągi pospieszne-Dzisiaj obsługiwane przez spółkę INTERCITY SA.Pociągi dalekobieżne TLK,IC. Wówczas PKP. (przedsiębiorstwo państwowe.) 


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *